Ryszard Ćwirlej – Błyskawiczna wypłata

„Piłem w Pile”, czyli służbowy wyjazd chorążego Olkiewicza

Błyskawiczna wypłata to największa objętościowo i najbardziej złożona fabularnie z dotychczasowych powieści Ryszarda Ćwirleja. Szósta biorąc pod uwagę rok wydania, a druga patrząc pod kątem chronologii akcji odsłona cyklu, na pierwszy rzut oka nie odstaje od pozostałych. Spotykamy w niej znajomych bohaterów stojących na straży spokoju socjalistycznego państwa, przaśny żart, wielkopolską gwarę, krytyczną choć zarazem pełną dobrodusznego żartu charakterystykę Polski czasów PRL-u, hektolitry alkoholu wypijane przez gros postaci pierwszo-, drugo- i trzecioplanowych oraz oczywiście intrygę kryminalną, która w równym stopniu służy rozrywce czytelniczej, jak pełni funkcję pretekstu, by jeszcze dosadniej przedstawić absurdy ówczesnej rzeczywistości. Jednak Wypłata ma coś jeszcze, czego do tej pory Ćwirlej w swojej prozie nie preferował, mianowicie silny akcent dramatyczny. Czytaj dalej

Gość

Not so sweet american boy

Żeby zrobić taki film jakim jest Gość (The Guest, 2014) trzeba mieć nie tylko niebywały talent i wyobraźnię, lecz także prawdziwe powołanie i głęboką filmową wiedzę. Przy czym kompetencje reżysera Adama Wingarda i scenarzysty Simona Barretta, którzy w branży zaistnieli jako bardzo młodzi twórcy, a ze sobą pracują od czterech lat, są tak wysokie, a ich pomysły pozornie tak rozwichrzone, że istnieje obawa, iż ich najnowsze dzieło nie zostanie docenione nawet w rodzimych Stanach Zjednoczonych, z których kinematografii Gość tak bogato czerpie. Bo chociaż z jednej strony trudno nazwać ich najnowszą produkcję filmem trudnym czy ambitnym, tak jego forma, igranie z konwencjami i intertekstualność są szalenie bogate i trudno po jednym seansie całą tę obfitość wychwycić, a co dopiero zrozumieć.

Gościa charakteryzuje także pewna niewdzięczna właściwość, która utrudnia pracę recenzencką, mianowicie najlepiej pisać o nim skąpo i ogólnikowo, ponieważ już niewielka doza informacji może zepsuć niespodziankę potencjalnemu widzowi. Czytaj dalej

Obywatel

Tylko dla dorosłych

Z pewnością większość zgodzi się ze mną, że Jerzy Stuhr to bodaj najbardziej charakterystyczny polski aktor. Jest zaprzeczeniem modelowej sylwetki i atrakcyjnej twarzy, jednak to nie zmienia faktu, że chemia, jaką ma do przekazania na deskach teatralnych czy przed kamerą, okazuje się niebywała. Jego charakterystyczny głos rozpoznaje chyba 90% polskiego społeczeństwa (w tym i dzieci, które poznały go od „oślej” strony). Vis comica pana Jerzego potrafi przekonać do uśmiechu nawet tych najbardziej opornych na uroki komedii, a towarzyszące mu od początku kariery emploi cechujące się swoistą ciapowatością i poczciwością sprawiło, że niejeden widz, podziwiając jego grę, pomiędzy wybuchami śmiechu uronił kilka łez.

Z pewnością większość zgodzi się ze mną, że Maciej Stuhr jest nieodrodnym synem swojego ojca. Jego twarzy nie sposób nie skojarzyć ze słynnym rodzicielem, a zaprzeczenie w tym przypadku fenomenowi genów byłoby czystym absurdem. Czytaj dalej

Philip Kerr – Marcowe fiołki

W paszczy hitlerowskiego Berlina

Kiedy bierze pan kota, by łapał myszy w kuchni, nie może pan oczekiwać, że nie zwróci uwagi na szczury w piwnicy[1].

(Bernhard Günther, prywatny detektyw)

Marcowe fiołki, literacki debiut Philipa Kerra z 1989 roku, to gros historycznej wiedzy podanej w przyjemnej formie retrokryminału bazującego na poetyce noir. Już po pierwszych stronach można wyczuć, czym zaczytywał się autor zanim sam zabrał się za pisanie książek. Klimat kryminałów Raymonda Chandlera i Dashiella Hammetta wywęszy każdy, kto choć trochę orientuje się „czarnym” gatunku. Jednak proza Kerra posiada coś więcej niż ofiarowali światu wspomniani pisarze, mianowicie wciskającą w fotel charakterystykę chyba najbardziej absurdalnych czasów w nowożytnej historii Europy, kiedy to Hitler przejął pełnię władzy w Niemczech, a szaleństwo jego dogmatów zaczęło zataczać coraz szersze kręgi. Czytaj dalej

Droga do zapomnienia

Przystanek: Trauma

Polskie „tłumaczenie” tytułu najnowszego filmu Jonathana Teplitzky’ego The Railway Man, czyli Droga do zapomnienia, wprowadza w błąd, bowiem historia w nim zawarta nie zmierza do wyparcia jej przez bohaterów z pamięci. To bardziej, nawiązujące do dosłownego przekładu, podążanie ku kolejnym stacjom na trasie, będących symbolami poszczególnych węzłowych punktów na mapie życia Erica Lomaxa, głównej postaci tej opowieści i poniekąd jej autora.

Pisząc o filmie Droga do zapomnienia należy nadmienić, że obraz ten powstał na podstawie autobiograficznej książki. Jej autor podczas II wojny światowej był oficerem łączności, który został wysłany na najdalsze rubieże Imperium Brytyjskiego. W 1942 roku był świadkiem kapitulacji wojsk brytyjskich w Singapurze. Krótko po tym trafił do japońskiego obozu jenieckiego i w nieludzkich warunkach został przetransportowany do Tajlandii, gdzie przydzielono go do budowy Kolei Birmańskiej, zwanej też Koleją Śmierci. Czytaj dalej

Bernhard Jaumann – Kamienista ziemia

Ani żadnej ziemi, która jego jest

Dla tak zwanego człowieka z Zachodu, nawet mieszkającego w tej mniej postępowej części Europy, lektura Kamienistej ziemi Bernharda Jaumanna może okazać się szokiem. Ogrom problemów społeczno-politycznych usytuowanej w południowo-zachodniej Afryce Namibii opisanych na kartach jego powieści przytłoczy niejednego czytelnika, który od kryminału oczekuje głównie rozrywki i przyjemności wypływających z rozwiązywania zagadki. Kamienista ziemia zalicza się bowiem do tej nowoczesnej, cały czas ewoluującej kategorii gatunku kryminalnego, w którym sprawą ważniejszą od ścigania mordercy jest ukazanie od podszewki bolączek kraju, w którym ów przestępca grasuje. Bolączek, których przeciętny zjadacz chleba być może wolałby nie być świadomym…

Gdy byłam dzieckiem i zdarzało mi się grymasić przy jedzeniu, babcia opowiadała mi o dzieciach w Afryce, które z głodu mają chorobliwie wydęte brzuchy, chcąc tym samym ukazać kontrast i uświadomić mi, jakie mam szczęście, że urodziłam się w Polsce, w domu, w którym jest co do garnka włożyć, pal sześć, że był to późny, ale jednak nadal „kartkowy” PRL. Czytaj dalej

Zaginiona dziewczyna

Zagrajmy!

Ciężko jest pisać o najnowszym filmie Davida Finchera, Zaginiona dziewczyna (Gone Girl, 2014), bez choćby częściowego zdradzania fabuły. Przy czym nie mam na myśli krótkiego wprowadzenia w treść, lecz wszelkie przebłyski fabularne, jakie można odsłonić poprzez opisywanie zabiegów narracyjnych, gry aktorskiej czy symboliki. Zatem pierwsze, co należy napisać o tym obrazie, to fakt, że równie trudno zaszufladkować go gatunkowo, jak i w miarę rzetelnie opisać. Fincher, jeden z najoryginalniejszych i najsprawniejszych rzemieślniczo współczesnych reżyserów po raz kolejny bowiem zrobił film bardzo dobry, a nawet wybitny, lecz po raz pierwszy tak skutecznie wymykający się ogólnie przyjętym ramom, stając się tym samym nie tylko twardym orzechem do zgryzienia dla widzów, lecz także dla krytyków.

Zaginiona dziewczyna miała to niewątpliwe szczęście, że autorka jej literackiego pierwowzoru o tym samym tytule, Gillian Flynn, wzięła na swoje barki pracę nad scenariuszem. Czytaj dalej

Anna Klejzerowicz – Sekret czarownicy

Czarownica naszych czasów

Młoda, śliczna kobieta patrzy na mnie z okładki najnowszej powieści Anny Klejzerowicz, Sekret czarownicy. Z jednej strony oprawę tę można uznać za banalną, wszak tyle urodziwych kobiet zdobi współcześnie wydawane książki. Z drugiej natomiast, ta konkretna dziewczyna ma w sobie frapującą słodycz, która nie ma nic wspólnego z przeciętnością. Gdy na nią patrzę, na myśl przychodzi mi aktorka Natalie Portman, z tą charakterystyczną dla niej nieprzemijającą dziewczęcością mimo przekroczonej trzydziestki. Z tym, że wyobrażenie głównej bohaterki Sekretu ma w sobie coś jeszcze, mianowicie niezwykły, bo piwno-czerwony, kolor oczu. Jej spojrzenie wzbudza dystans i niemal hipnotyzuje, ale tę nieprzystępność równoważą policzki i nos obsypane piegami, które można interpretować jako symbol swojskości i przyjazności. Pozwólcie, że przedstawię: oto Małgorzata Kwiatosz, czarownica z pomorskiej wsi Uroki. Czytaj dalej