Złota dama

Dama matowa

Przymierzając się do omawiania najnowszego filmu Simona Curtisa, mam ochotę zastosować nieco ironiczną grę słów i napisać, że Złotej damie (The Woman in Gold, 2015) blasku brak. Historia Marii Altmann, która wytoczyła proces Republice Austrii, w celu odzyskania pamiątkowych rodzinnych obrazów autorstwa Gustava Klimta, tak fascynująca w swoich historycznych zawiłościach, emocjonalnie soczysta, a z perspektywy wiedzy o sztuce oraz filozofii dyplomacji bezcenna – w scenariuszu debiutującego Alexiego Kayego Campbella sprowadzona została do pozbawionej indywidualizmu poprawności, która uwięziła w sztywnych ramach zarówno opowieść o niezwykłych kolejach losu, jak i ludzi, którym przyszło nimi podążać. Czytaj dalej

Ziarno prawdy

ziarno

Szacki dla niewtajemniczonych

Stało się to, czego się obawiałam, ale nie mogłam się oprzeć, aby nie sprawdzić na własnej skórze, czy rzeczywiście jest tak, jak było do przewidzenia. O co chodzi? O ekranizację Ziarna prawdy (2015) w reżyserii Borysa Lankosza, o to, że okazała się gorsza od literackiego pierwowzoru. Nie tyle kiepska jako film, ale nie tak wybitna jak książka. Wniosek z tego wypływa dość oczywisty: Ziarno w formie filmowej zapewne przypadnie do gustu tym, którzy nie znają geniuszu pióra Zygmunta Miłoszewskiego, natomiast u tych bardziej świadomych pozostawi niedosyt. Czytaj dalej

Philip Kerr – Blady przestępca

Nowotwór nazizmu

Czasami instynkt to wszystko, co pozostaje dobremu gliniarzowi. I wtedy nie ma wyboru, trzeba mu zaufać[1].

                                   (Bernhard Günther, prywatny detektyw zmuszony do powrotu w szeregi policji kryminalnej)

W Bladym przestępcy, drugiej książce z retrokryminalnego cyklu rozgrywającego się w hitlerowskich i powojennych Niemczech, Philip Kerr pomniejsza groteskowe momentami poczucie humoru na rzecz flirtu z powieścią gotycką. Tajemniczy nastrój, wątki poruszające problem chorób psychicznych, detaliczne opisy mrocznych, nierzadko zrujnowanych budowli sąsiadują z niemal biegunowo rozłożonym dobrem i złem, między którymi tkwi Bernhard Günther – postać nosząca na swoich barkach całą serię, były policjant z wydziału kryminalnego i prywatny detektyw, z cynizmem i niechęcią, lecz nie bez obaw spoglądający na to, jak jego ojczyzna tonie w oceanie społeczno-politycznych absurdów. Czytaj dalej

Marcin Wroński – Kwestja krwi

Wroński? Mmm… pycha!

Siódma część cyklu o komisarzu Maciejeweskim, Kwestja krwi, to dowód na to, że Marcina Wrońskiego nie warto szufladkować. Lubelski pisarz, przy całej swojej pokorze względem historii i staranności językowej, to samodoskonalący się rzemieślnik i świadomy artysta zarazem. Cykl zaczął się niespodziewanie rozrastać? To zrobimy prequel! Spacer po Lublinie odbyty w te i we w te? To wyjedziemy z Lublina! Zyga Maciejewski stał się przewidywalnie wręcz sprytny? To uczynimy go niedoświadczonym gliną pełnym wątpliwości! Gatunek kryminalny zaczął nieco uwierać? To dodamy mu rumieńców zestawiając z czymś nieprzyzwoicie wręcz kontrastowym! Przy czym nie należy się obawiać, że Wroński rozmieni się na drobne rozpulchniając stworzoną przez siebie serię i uczyni ją wydmuszką. Nic z tych rzeczy. Autor bowiem, mimo deszczu nagród i ugruntowanej pozycji na rynku księgarskim, wychodzi poza przyswojone sobie tereny literatury i eksperymentuje na nowych ziemiach. Nie odcina kuponów, ale kombinuje, jakby tu jeszcze czytelników uszczęśliwić. Ot, takiego kreatywnego syna Lubelszczyzna powiła!

Jako się rzekło, Kwestja to siódma część cyklu. Jednak chronologicznie pierwsza, z osią głównej akcji umieszczoną w 1926 roku. Zyga zdobywa szlify w zamojskiej policji, którą bardzo chciałby porzucić dla swojskiego dlań Lublina. Czytaj dalej

Obywatel

Tylko dla dorosłych

Z pewnością większość zgodzi się ze mną, że Jerzy Stuhr to bodaj najbardziej charakterystyczny polski aktor. Jest zaprzeczeniem modelowej sylwetki i atrakcyjnej twarzy, jednak to nie zmienia faktu, że chemia, jaką ma do przekazania na deskach teatralnych czy przed kamerą, okazuje się niebywała. Jego charakterystyczny głos rozpoznaje chyba 90% polskiego społeczeństwa (w tym i dzieci, które poznały go od „oślej” strony). Vis comica pana Jerzego potrafi przekonać do uśmiechu nawet tych najbardziej opornych na uroki komedii, a towarzyszące mu od początku kariery emploi cechujące się swoistą ciapowatością i poczciwością sprawiło, że niejeden widz, podziwiając jego grę, pomiędzy wybuchami śmiechu uronił kilka łez.

Z pewnością większość zgodzi się ze mną, że Maciej Stuhr jest nieodrodnym synem swojego ojca. Jego twarzy nie sposób nie skojarzyć ze słynnym rodzicielem, a zaprzeczenie w tym przypadku fenomenowi genów byłoby czystym absurdem. Czytaj dalej

Philip Kerr – Marcowe fiołki

W paszczy hitlerowskiego Berlina

Kiedy bierze pan kota, by łapał myszy w kuchni, nie może pan oczekiwać, że nie zwróci uwagi na szczury w piwnicy[1].

(Bernhard Günther, prywatny detektyw)

Marcowe fiołki, literacki debiut Philipa Kerra z 1989 roku, to gros historycznej wiedzy podanej w przyjemnej formie retrokryminału bazującego na poetyce noir. Już po pierwszych stronach można wyczuć, czym zaczytywał się autor zanim sam zabrał się za pisanie książek. Klimat kryminałów Raymonda Chandlera i Dashiella Hammetta wywęszy każdy, kto choć trochę orientuje się „czarnym” gatunku. Jednak proza Kerra posiada coś więcej niż ofiarowali światu wspomniani pisarze, mianowicie wciskającą w fotel charakterystykę chyba najbardziej absurdalnych czasów w nowożytnej historii Europy, kiedy to Hitler przejął pełnię władzy w Niemczech, a szaleństwo jego dogmatów zaczęło zataczać coraz szersze kręgi. Czytaj dalej

O fenomenie białowłosego szeryfa, czyli dlaczego Zygmunt Miłoszewski nie pozwala mi spać

DSC_32801

Fakt, że zaledwie miesiąc temu poznałam prozę Zygmunta Miłoszewskiego, wydaje mi się w tej chwili absurdem. Ja, od lat ceniąca, zarówno w literaturze, jak i filmie, gatunek kryminalny, i odkrywająca w nim z tytułu na tytuł coraz więcej odniesień, poznająca dzięki niemu nieznane dotąd fakty historyczne, doszukująca się w jego konwencji rozmaitych interpretacji i z rozkoszą naciągająca jego symbolikę do granic, do niedawna kojarzyłam pana Zygmunta wyłącznie z wyrywkowej znajomości tytułów jego książek i oczywiście z ekranizacji Uwikłania, na którą wielu narzeka ze względu na zmianę płci głównej postaci. Wychowana na intrygach fabularnych Agathy Christie, ze wszczepionym na studiach uwielbieniem do kina noir, a w prezencie świątecznym oczekująca regału, na którym będę mogła ustawiać kolejne książkowe zdobycze, myślałam, że z grubsza wiem, co w kryminalnej trawie piszczy. Myliłam się, i to bardzo.
Czytaj dalej

W ukryciu

Miłość (szalonej) kobiety

Och, jakże mam dość nagonki na najnowszy film Jana Kidawy-Błońskiego! Media warczą, że niby jak nie ma się pomysłu, to się wywraca na entą stronę problematykę holokaustu, a żeby dodać wyświechtanemu tematowi rumieńców, to dodaje się do niego seks, najlepiej między przedstawicielami tej samej płci, bo to teraz nośne, bo równość, bo trzeba Polaczków uświadamiać i uczyć tolerancji. Z kolei ci mniej tolerancyjni oburzają się, że oto rok 2013 obfituje w polskim kinie w homopropagandę, która już bokiem wychodzi, która wypacza myślenie i chrześcijańskie spojrzenie na miłość. Tymczasem prawda jest taka, że nie tak należy do W ukryciu podchodzić, że to ani nie jest ani film o miłości lesbijskiej, ani o kwestii żydowskiej, nie o wojnie nawet, ale o poczuciu bezpieczeństwa i jego braku, o strachu przed samotnością i o szaleństwie, jakie może się obudzić pod wpływem uczucia.

Rzecz się dzieje w 1944 roku w Radomiu. Janina (Magdalena Boczarska), młoda kobieta, z zamiłowania wiolonczelistka, wraca do rodzinnego miasta, do ojca (Krzysztof Stroiński) prowadzącego własny zakład fotograficzny. Zaskoczona dowiaduje się, że w mieszkaniu, pod podłogą, jej rodziciel ukrywa przed Niemcami Żydówkę Ester (Julia Pogrebińska), córkę swojego przyjaciela. Czytaj dalej