Marek Krajewski – Arena szczurów

Jako w Piekle, tak i na Ziemi

Przedpremierowym zapowiedziom Areny szczurów towarzyszyło hasło, jakoby powieść ta była najmroczniejszą z dotychczasowych odsłon talentu Marka Krajewskiego, co, przy turpistycznych zapędach autora objawionych we wcześniejszych jego książkach, wzbudziło obawy u części odbiorców, czy aby wrocławski pisarz nie popadnie w przesadę. Po zestawieniu powyższej rewelacji z rzeczywistością, można zauważyć, że ostatnia (jej ostateczność podkreśla zarówno autor, jak i wydawca) powieść z cyklu o Edwardzie „Łyssym” Popielskim istotnie wspięła się o stopień wyżej w celebrowaniu mroku, okrucieństwa oraz zbrodni i śmierci jako chorej sztuki. Ci, którzy mieli Krajewskiego za umiarkowanego szaleńca, po lekturze Areny zaczęli go uważać za szaleńca kompletnego, przez co wrocławianin przypuszczalnie stracił część czytelników. Natomiast ci, którzy zdołali pojąć potrzebę manifestowania tego, czego podglądaczami stali się podczas lektury, ostatecznie przestali wątpić w wielkość pisarza nazywanego przez jego wydawcę najmroczniejszym umysłem polskiego kryminału. Bo Krajewski, który od zawsze mniej lub bardziej łamał schematy klasycznego układu powieści kryminalnej, Areną szczurów poszedł o kilka kroków dalej, czyniąc ze śledztwa w sprawie darłowskiego trupojada punkt wyjścia dla traktatu o moralności oraz granicach ludzkiej wytrzymałości fizycznej w ogóle, a psychicznej w szczególe. Doprawdy, Łyssy nie mógłby wymarzyć sobie bardziej przejmującego i frapującego zakończenia swojej biografii. Czytaj dalej

Most szpiegów

Stojący człowiek

Duet reżysersko-aktorski Spielberg – Hanks obiecuje wiele już samym sąsiedztwem nazwisk. Wystarczy przypomnieć sobie dokonania obu artystów, przyłożenie rąk do licznych filmowych kamieni milowych oraz ilość zebranych przez nich nagród, by poczuć respekt i nastawić się na solidną kinową produkcję. A gdy dodać do tych nazwisk historię z czasów zimnej wojny opartą na faktach i na autentycznej postaci kreowanej na everymana, która, wierna swoim ideałom i odruchom ludzkiego serca, wspina się na wyżyny heroizmu – możemy już wyobrazić sobie konkretną filmową wizję. Stajemy w kolejce i kupujemy bilet z określonym nastawieniem, przekraczamy drzwi kinowej sali, oczekując gry na naszych emocjach i spojrzenia w oczy bohaterowi, którego można bez skrępowania podziwiać. Most szpiegów (Bridge of Spies, 2015), najnowszy film zaprawionego w bojach o serca widzów wspomnianego duetu filmowych ikon, daje to wszystko, spełniając oczekiwania świadomego tej stylistyki widza w stu procentach. Ni mniej, ni więcej, ze wszystkimi zaletami i wadami, jakich można się po tego typu produkcjach spodziewać. Czytaj dalej

Kryptonim U.N.C.L.E.

Dobrego W.U.J.K.A. początki

Moda na odniesienia do szpiegowskiej klasyki w wersji light trwa. Po zabójczo groteskowym Kingsmanie (Kingsman: The Secret Service, 2015) i piątej, chociaż w dalszym ciągu świeżej odsłonie, Mission: Impossible (Mission: Impossible – Rogue Nation, 2015), w tegorocznym blockbusterowo-tajniackim repertuarze kinowym do otwarcia portfeli kusi Kryptonim U.N.C.L.E. (The Man from U.N.C.L.E., 2015). Reżyserujący go Guy Ritchie wykonał zadanie niemal karkołomne, ponieważ, ponosząc box office’ową klęskę, jednocześnie obronił się sprawnym warsztatem, twórczą świadomością i indywidualizmem. Przemyciwszy wdzięczną zgrywę z zimnowojennych wyścigów o władzę, pobawiwszy się szpiegowski teatr pełen starannie zaplanowanych scen oraz wykonawszy parę zgrabnych twistów, brytyjski reżyser w niebanalny i radosny sposób przybliżył genezę tytułowej jednostki specjalnej, zapoczątkowawszy tym samym nowy cykl filmowy. Czytaj dalej

Philip Kerr – Niemieckie requiem

Vienna Noir, czyli James Bond na serio

Nie jestem już ani taki młody, ani taki szczupły, żeby leżeć w łóżku z czymkolwiek oprócz papierosa lub kaca.

(Bernhard Günther, prywatny detektyw i były pracownik policji kryminalnej)

Trzecia odsłona trylogii retro Berlin Noir autorstwa Philipa Kerra znacznie różni się od dwóch poprzednich. Jest nie tylko większa objętościowo i bardziej rozbudowana pod kątem ciekawostek historycznych, lecz także zastaje bohatera cyklu, Bernharda Günthera, niemal dekadę po wydarzeniach, jakie miały miejsce w Bladym przestępcy. Detektyw i były policjant kryminalny w jednym przymiera głodem w powojennym Berlinie, z lękiem porusza się po mieście, w którym czuł się tak pewnie, a na dodatek na przestrzeni minionych lat zdążył się ożenić! Ten niepoprawny cynik i niebieski ptak został niejako przez Kerra złamany i złożony na nowo, co dla wiernych czytelników może być lekkim szokiem. Mało tego: Niemieckie requiem, bo o nim mowa, to na dobrą sprawę już nie Berlin Noir, a Vienna Noir, Günthera wywieje bowiem do stolicy Austrii w celu zarobkowym. Czy, biorąc pod uwagę ilość zmian i czasowy przeskok, Kerr nie ukręcił serii karku zamiast ją urozmaicić? Czy udało mu się satysfakcjonująco wygrać opowieść do końca i utrzymać status godnego następcy Raymonda Chandlera i Dashiella Hammetta? Czytaj dalej

Tove Alsterdal – Grobowiec z ciszy

GROBOWIEC_Z_CISZY

Naturalnie piękna

Moda na nordycki kryminał trwa. A ma się tak dobrze, że powieści z zaledwie delikatnymi kryminalnymi naleciałościami, wydawcy i patroni medialni często oficjalnie zaliczają do tegoż nurtu, kusząc czytelnika taką, a nie inną fabularną wizją. Tymczasem w przypadku Tove Alsterdal i jej drugiej powieści, Grobowiec z ciszy, mija się to z celem, ponieważ autorka stara się zawrzeć w niej wszystkiego po trochu, począwszy od powieści społeczno-obyczajowej, poprzez historyczną, a na sadze rodzinnej skończywszy. Kryminał też w niej znajdziemy, z tym że zdecydowanie nie przewodzi on reszcie. Powiem nawet więcej – jest zbędny. Zbędny, bo Alsterdal wyraźnie pewniej czuje się w obserwacjach konkretnych środowisk i analizowaniu umysłowości swoich bohaterów, niż w tworzeniu opowieści „z dreszczykiem”. Czytaj dalej

Marek Krajewski – W otchłani mroku

W kręgu zła absolutnego

Generalnie rzecz biorąc, mam za sobą lekturę książki doskonałej. W otchłani mroku Marka Krajewskiego to powieść błyskotliwa i mroczna jednocześnie, inteligentna i przystępna, wielowątkowa i zrozumiała. To książka będąca kryminałem, ale mająca niewiele wspólnego z tradycyjnym dla tego gatunku wzorem. I wreszcie: to pozycja nieschematyczna, filozoficzna i głęboka. Czytaj dalej

Paweł Huelle – Śpiewaj ogrody

Tajemnicze ogrody Gdańska

Rainer Maria Rilke w jednym ze swoich wierszy zachęca do odkrywania obcych, tajemniczych ogrodów. To właśnie z jego twórczości lirycznej Paweł Huelle podkrada tytuł swojej najnowszej powieści Śpiewaj ogrody. Nie bez przyczyny, bowiem miejsca, które odkrywamy na kartach tej książki – domy, mieszkania, plaże, ulice – mimo że nie są żadnymi fantastycznymi krainami, urastają do rangi owych sekretnych ogrodów, w których zakurzona smuga światła rozświetla to, co do tej pory widzieliśmy zupełnie inaczej.

Zaczęłam dość marzycielsko z tego względu, że zarówno poetyckie nawiązania, jak i bardzo liryczne i finezyjne pisarstwo Huellego bardzo mi się udzieliły. I szczerze powiedziawszy czuję, że ciężko mi będzie pisać o tytule Śpiewaj ogrody konkretnie i zwarcie. To, co zaraz na jego temat napiszę, widzę raczej w przebłyskach, w ciągu myślowym niejednolitym, w ledwie zarysowujących się mniemaniach…  Czytaj dalej

Craig Russell – Pieśń Walkirii

Nie zadzieraj z kobietą, czyli thriller w objęciach feminizmu

Kolejna powieść Craiga Russella, Pieśń Walkirii za mną, i ponownie z przyjemnością oznajmiam, że jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. Ten szkocki pisarz każdą swoją książką przekonuje mnie, że ma wiele do przekazania, że głowa mu pulsuje błyskotliwymi i cennymi spostrzeżeniami i przede wszystkim – że jest świetnym nauczycielem, cały czas pozostając jednak w ciepłej niszy poczytnego mariażu gatunków jakim jest thriller połączony z kryminałem.

Jak każdy dobry nauczyciel, ma Russell swój własny tryb prowadzenia lekcji. Schemat – proszę odczytywać to słowo z wydźwiękiem pozytywnym – w jego przypadku objawia się wyrazistym wątkiem wiodącym, wplecionym w sprawę policyjnego dochodzenia i przemycaniem, ustami bohaterów tudzież akapitami wprowadzającymi w sytuację fabularną, solidnego researchu jaki autor przeprowadził przed przystąpieniem do pisania.

W Pieśni Walkirii Russell na tapetę bierze szeroko pojętą kobiecość i feminizm. Czytaj dalej

Olgierd Świerzewski – Zapach miasta po burzy

Niemodny rodzaj geniuszu

Olgierd Świerzewski. Warto zapamiętać to nazwisko. Oto pojawił się na polskim rynku wydawniczym ktoś, kto nie chce być modny, kto nie boi się bezwstydnie czerpać z klasycznych melodramatów i wielkich epickich dzieł, i kto nie obawia się poświęcić dziesiątek stron swojej powieści na tak passé, wydawałoby się, temat, jak szachy. Świerzewski, jako nastolatek nazwany przez samego Tadeusza Różewicza „polskim Jamesem Joyce’em”, po latach zajmowania się biznesem i wykładania w Szkole Głównej Handlowej, a także prawnego doradzania najznamienitszym szachistom, niespodziewanie wychylił się przed szereg i zadebiutował zjawiskową powieścią Zapach miasta po burzy. Czytaj dalej