Katarzyna Kwiatkowska – Zbrodnia w szkarłacie

Klasyka naszpikowana indywidualnością

Kupuj ziemię  już jej nie produkują.

Mark Twain

Gdy młodego i dopiero wyrabiającego sobie markę artystę media zaczynają przyrównywać do mistrza w danym gatunku albo mianować swoistym kontynuatorem zapoczątkowanej przezeń tradycji, w odbiorcach ceniących twórczość owego mistrza zwykle rodzą się oczywiste oczekiwania albo przynajmniej ciekawość. Nierzadko także niechęć jeszcze na długo przed premierą dzieła, a w skrajnych przypadkach również nienawiść… Z tego typu hasłami trzeba uważać, wszak licho nie śpi i tylko czycha, aby przejąć cenny stołek lub chociaż wygwizdać na forum internetowym. Jednak wiele wskazuje na to, że urodzona w Poznaniu pisarka Katarzyna Kwiatkowska, hucznie ogłoszona polską Agathą Christie, może na swoim stołku – a raczej w staroświeckim, obitym pluszem fotelu – siedzieć bez obaw. Co nie znaczy, że miano jej nadane jest całkowicie słuszne. Ze względu na stosowane przez poznaniankę kryminalne schematy, jak niewielka, ściśle określona przestrzeń fabularna, charakterystyczne figury bohaterów czy uporczywe prowokowanie czytelnika do zadawania sobie pytania „kto zabił?”, porównanie do Christie jest tyleż oczywiste, co niefrasobliwe i uogólniające. Kwiatkowska bowiem, bezpardonowo wykorzystując filozofię „ludziom podoba się to, co już znają” – dodaje do sprawdzonych i eleganckich schematów słynnej Brytyjki nieco od siebie. Co tam: nieco! Mnóstwo! Czytaj dalej

Joanna Łukowska – Nieznajomi z parku

Nie dla kucharek

Do Nieznajomych w parku Joanny Łukowskiej trzeba nie lada empatii i to bynajmniej nie dlatego, że należy z wyrozumiałością pochylić się nad umiejętnościami pisarskimi autorki. Nie, tego jej nie potrzeba, gdyż pióro ma niebanalne w pozytywnym  tego słowa znaczeniu. Natomiast zdecydowanie trudniej pojąć duchowość jej bohaterów, zamkniętych w sobie, zdziwaczałych, myślących w sposób, który dla niejednego psychologa byłby twardym orzechem do zgryzienia, a jeszcze dziwniej postępujących. Pierwsze zatem, o czym należy powiedzieć o jej debiutanckiej powieści, która dzisiaj liczy już sobie dwadzieścia jeden lat[1], zabrzmi na pozór banalnie – że nie jest to książka dla każdego. A ściślej: nie dla każdego czytelnika prozy psychologicznej, nie dla każdej pożeraczki romansów, a nawet nie dla każdej romantycznej duszy. Czytaj dalej

Tove Alsterdal – Grobowiec z ciszy

GROBOWIEC_Z_CISZY

Naturalnie piękna

Moda na nordycki kryminał trwa. A ma się tak dobrze, że powieści z zaledwie delikatnymi kryminalnymi naleciałościami, wydawcy i patroni medialni często oficjalnie zaliczają do tegoż nurtu, kusząc czytelnika taką, a nie inną fabularną wizją. Tymczasem w przypadku Tove Alsterdal i jej drugiej powieści, Grobowiec z ciszy, mija się to z celem, ponieważ autorka stara się zawrzeć w niej wszystkiego po trochu, począwszy od powieści społeczno-obyczajowej, poprzez historyczną, a na sadze rodzinnej skończywszy. Kryminał też w niej znajdziemy, z tym że zdecydowanie nie przewodzi on reszcie. Powiem nawet więcej – jest zbędny. Zbędny, bo Alsterdal wyraźnie pewniej czuje się w obserwacjach konkretnych środowisk i analizowaniu umysłowości swoich bohaterów, niż w tworzeniu opowieści „z dreszczykiem”. Czytaj dalej

Marcin Wroński – Kwestja krwi

Wroński? Mmm… pycha!

Siódma część cyklu o komisarzu Maciejeweskim, Kwestja krwi, to dowód na to, że Marcina Wrońskiego nie warto szufladkować. Lubelski pisarz, przy całej swojej pokorze względem historii i staranności językowej, to samodoskonalący się rzemieślnik i świadomy artysta zarazem. Cykl zaczął się niespodziewanie rozrastać? To zrobimy prequel! Spacer po Lublinie odbyty w te i we w te? To wyjedziemy z Lublina! Zyga Maciejewski stał się przewidywalnie wręcz sprytny? To uczynimy go niedoświadczonym gliną pełnym wątpliwości! Gatunek kryminalny zaczął nieco uwierać? To dodamy mu rumieńców zestawiając z czymś nieprzyzwoicie wręcz kontrastowym! Przy czym nie należy się obawiać, że Wroński rozmieni się na drobne rozpulchniając stworzoną przez siebie serię i uczyni ją wydmuszką. Nic z tych rzeczy. Autor bowiem, mimo deszczu nagród i ugruntowanej pozycji na rynku księgarskim, wychodzi poza przyswojone sobie tereny literatury i eksperymentuje na nowych ziemiach. Nie odcina kuponów, ale kombinuje, jakby tu jeszcze czytelników uszczęśliwić. Ot, takiego kreatywnego syna Lubelszczyzna powiła!

Jako się rzekło, Kwestja to siódma część cyklu. Jednak chronologicznie pierwsza, z osią głównej akcji umieszczoną w 1926 roku. Zyga zdobywa szlify w zamojskiej policji, którą bardzo chciałby porzucić dla swojskiego dlań Lublina. Czytaj dalej

Katarzyna Puzyńska – Więcej czerwieni

wiecej_czerwieni_6

You don’t fool me

Przyznaję, że mam problem z oceną powieści Katarzyny Puzyńskiej, Więcej czerwieni. Z jednej strony cały czas mam z tyłu głowy myśl, że autorka w tym roku zadebiutowała, że jest osobą młodą, a z zawodu nauczycielem akademickim, co w oczywisty sposób może się przekładać na nieco wykładowczy język jej prozy. Z drugiej natomiast mam na tyle mocną świadomość tego, co w gatunku kryminalnym jest właściwe, nieprzekombinowane, dobre mówiąc po prostu, tyle przeczytałam kryminałów lepszych i gorszych, nowoczesnych i staroświeckich, stylizowanych i przystępnych, że stałam się czytelnikiem bardzo wymagającym. Takim, który szybko dostrzeże niedoskonałości, absurdy, nieścisłości czy odautorskie natręctwa, które skutecznie pozbawiają treść napięcia, suspensu czy prawdopodobieństwa psychologicznego, czyli cech tak wskazanych w gatunku kryminalnym. Wspominam o tym wszystkim z tego względu, że trudno mi pisać o drugiej powieści Puzyńskiej bez wymieniania jej potknięć, które niemal na starcie rzuciły mi się w oczy. Jednocześnie chciałabym zaznaczyć, że mimo ich obecności, staram się mieć dla początkującej autorki sporo zrozumienia i nie mogę odmówić jej wyobraźni i umiejętności odnalezienia się w bogatej, wielopoziomowej intrydze, która nie boi się solidnego podparcia psychologiczno-obyczajowego. Czytaj dalej

Anna Klejzerowicz – Sekret czarownicy

Czarownica naszych czasów

Młoda, śliczna kobieta patrzy na mnie z okładki najnowszej powieści Anny Klejzerowicz, Sekret czarownicy. Z jednej strony oprawę tę można uznać za banalną, wszak tyle urodziwych kobiet zdobi współcześnie wydawane książki. Z drugiej natomiast, ta konkretna dziewczyna ma w sobie frapującą słodycz, która nie ma nic wspólnego z przeciętnością. Gdy na nią patrzę, na myśl przychodzi mi aktorka Natalie Portman, z tą charakterystyczną dla niej nieprzemijającą dziewczęcością mimo przekroczonej trzydziestki. Z tym, że wyobrażenie głównej bohaterki Sekretu ma w sobie coś jeszcze, mianowicie niezwykły, bo piwno-czerwony, kolor oczu. Jej spojrzenie wzbudza dystans i niemal hipnotyzuje, ale tę nieprzystępność równoważą policzki i nos obsypane piegami, które można interpretować jako symbol swojskości i przyjazności. Pozwólcie, że przedstawię: oto Małgorzata Kwiatosz, czarownica z pomorskiej wsi Uroki. Czytaj dalej

Ewa Bauer – Kurhanek Maryli

Dobra historia to za mało, czyli o reportażu z życia kobiety po przejściach

Marta, główna bohaterka Kurhanka Maryli autorstwa Ewy Bauer, w wieku trzech lat została osierocona przez oboje rodziców. Od tamtego momentu wychowywała ją babcia, prosta wiejska kobieta, bardzo religijna. Z biegiem lat rodzima wieś, Marcice, stała się dla dziewczyny symbolem miejsca nudnego i bez żadnej przyszłości, i gdy w wieku siedemnastu lat nadarzyła się możliwość wyjazdu, zrobiła to bez namysłu. Jak niejedna kobieta przed nią i po niej zaufała niewłaściwemu mężczyźnie. A potem jeszcze jednemu. Druga z tych znajomości sprawiła, że w wieku dwudziestu kilku lat stała się zahukaną, nieświadomą własnej wartości osobą, która żeby cokolwiek uczynić, musi pytać o pozwolenie. Utraciła swoją indywidualność, swój charakter, swoją godność. Jednak pewnego dnia dojrzewa w niej gotowość do zmiany…

Trudno stworzyć przekonującą fabułę oparta na przemyśleniach i decyzjach osoby w powyższym stanie psychicznym. Trzeba nie lada wyczucia i talentu, aby zrobić to w sposób odpowiednio głęboki, z przekonującymi ciągiem przyczynowo-skutkowym i odpowiednim ujęciem psychologicznym, bez tanich chwytów i miałkości. Niestety, Ewie Bauer udało się to tylko w niewielkim stopniu. Czytaj dalej