Dariusz Pawłowski – Czarna samica kruka: Lot nad krawędzią świadomości

Obrazy nie do zapomnienia

Oczy o źrenicach, w których chociaż jeden raz odbił się gasnący płomień uchodzącego życia, nigdy już nie będą takie same.

„Nie oglądaj tego filmu! Poważnie chcesz do końca życia mieć w głowie te straszne obrazy? Bo gdy raz je zobaczysz, nie pozbędziesz się ich nigdy…”. Takimi słowami ostrzegł mnie przed laty kolega, gdy postanowiłam zmierzyć się z Antychrystem (2009) Larsa von Triera. Wspomniany film ma swoich zwolenników, jak i przeciwników, a jego wartość artystyczna dla wielu pozostaje sporna, jednak jednego odmówić mu nie można – tego, że niektóre jego kadry czy sceny pozostawiają niezatarte wrażenie, wnikają w rdzeń umysłu, a w swej bezkompromisowości zachwycają odbiorcę tudzież doprowadzają go do wymiotów. Przytaczam wspomnienie dotyczące Antychrysta nie od parady. Przeczytana niedawno powieść sprawiła, że do szuflady magazynującej w moim umyśle widoki niezapomniane w swym przerażającym wydźwięku, dołączyło kilka kolejnych. Odpowiedzialny za to jest pisarz Dariusz Pawłowski i jego Czarna samica kruka. Czytaj dalej

Dariusz Pawłowski – Arcanus Arctica

Śmierć w Arktyce

Henryk Arctowski istniał naprawdę. Był towarzyszem wypraw Roalda Amundsena i Roberta Scotta, wybitnym geologiem, geografem, geofizykiem, meteorologiem i glacjologiem. To właśnie jemu w swoim powieściowym debiucie Arcanus Arcitica Dariusz Pawłowski składa hołd, mieniąc jego imieniem i nazwiskiem swojego głównego bohatera, szefa misji naukowo-badawczej w Arktyce, obszarze ziemi otaczającej Biegun Północny. A debiut to, trzeba przyznać, udany, nietuzinkowy i tak wybitnie klimatyczny, że aż trudno uwierzyć w fakt, że mamy do czynienia z kimś, kto nie popełnił wcześniej żadnej powieści. Czytaj dalej

Marian Kowalski – Mroczne dziedzictwo

Nie tylko szkiełko i oko, czyli o tym, jak Marian Kowalski pożarł mój obiektywizm

Od czasu do czasu zdarza się takie dzieło, o którym racjonalne zdanie wyrobić sobie jest nie lada wyzwaniem. Emocje podpowiadają odbiorcy jedno, rozum – drugie. Z jednej strony jest dane dzieło kluczem do naszej wrażliwości, kulturalnych gustów, fabularnych zainteresowań, z drugiej – mamy świadomość, że autorowi, temu człowiekowi, który właśnie pożarł nasze serce, nie wszystko wyszło tak, jak powinno, że w swoim projekcie okazał się niekonsekwentny, momentami nieudolny. Że, mówiąc kolokwialnie, coś tu nie pykło. Takie właśnie sprzeczne myśli mnie nachodzą, gdy myślę o Mrocznym dziedzictwie Mariana Kowalskiego, książce łączącej w sobie romans, powieść obyczajową, kryminał, horror gotycki, legendy i ludowe podania oraz sporą dozę encyklopedycznej wiedzy historycznej. Czytaj dalej

Małgorzata Rogala – Zapłata

zapłata

Wypij za błędy!

Próżność to mój ulubiony grzech.
Adwokat diabła, 1997, reż. Taylor Hackford

Zapłata Małgorzaty Rogali jest powieścią stwarzającą wymagającemu odbiorcy nie lada problem. Jej prosta w gruncie rzeczy konstrukcja i takiż język narracji niosą ogromny ładunek emocjonalny, który w większości przypadków został starannie podbudowany psychologią i tym, co zwykło się nazywać solidną powieścią obyczajową, ale również sporą dozą (sic) romansu. Ponadto, poruszając się na przestrzeni współczesnego miejskiego kryminału – dość przewidywalnego fabularnie z racji niewielkiej grupy podejrzanych – autorka wplata w swoją opowieść rodzinne dramaty, problematykę systemu, który nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa obywatelom, różnorakie sylwetki psychologiczne i światopoglądy, okraszając całość powszechnie znaną, chociaż nieco już „niemodną” prawdą – że wyrządzone zło zawsze wróci do swojego nadawcy. Czytaj dalej

Wizyta

Straszny dziadunio, czyli jak Shyamalan zabawił się kosztem horroru

W kwestii straszenia odbiorców mało co sprawdza się tak dobrze, jak udawanie dokumentalnej rzeczywistości. Gdyby pokusić się o ustalenie początku tego typu narracji, zwanej powszechnie mockumentem, można by zań uznać rok 1938 i pamiętną Wojnę światów, słuchowisko Orsona Wellesa zrealizowane na podstawie powieści Herberta George’a Wellsa[1]. Słynny reżyser zaadaptował ją w nietypowy sposób, mianowicie sprowadził opowieść do formy relacji na żywo z nalotu Marsjan, czym wywołał zbiorową panikę. Współczesne przykłady mockumentu, zarówno literackie (powieść Troje Sarah Lotz), jak i audiowizualne [Blair Witch Project (1999), [Rec] (2007)] ze względu na większą świadomość odbiorcy i wszechobecną reklamę nie są w stanie wywołać podobnych reakcji, co nie zmienia faktu, że pojawianie się tego typu dzieł w szerszym obiegu budzi oczywistą ciekawość. Ale również, a w przypadku filmowych horrorów zwłaszcza, często zniechęcenie na starcie. Bo to raz słyszeliśmy, że filmowe straszaki w estetyce found footage nie mają już nic więcej ciekawego do zaoferowania? Że, cytując klasycznych widzów-malkontentów, to wszystko już było? Czytaj dalej

Arnaldur Indriðason – W bagnie [Audiobook]

Brud, smród i orzeszki

Żyjemy w jednym wielkim bagnie

(Erlendur Sveinsson, komisarz policji)

Co wspólnego ma Batman z Islandią? Programy TVN-u z chorobami genetycznymi? Te na pozór absurdalne zestawienia zabrzmią mniej dziwacznie, gdy prześledzimy zawodowy życiorys Andrzeja Ferenca. To właśnie ten aktor i lektor po raz pierwszy użyczył głosu Człowiekowi Nietoperzowi w dubbingowanej wersji polskiej filmów poświęconych temu superbohaterowi, a jego eleganckim i prestiżowym brzmieniem do dziś kusi telewidzów do oglądania TVN-owskich produkcji. Głęboki i wytworny głos Ferenca potrafi nadać zaskakującą jakość najbłahszym opowieściom i wznieść na wyższy poziom niejedną fikcyjną postać. Jednak potrafi też coś jeszcze, mianowicie wydobyć z fabuły namacalny chłód, a nawet depresyjne brzmienie, tak potrzebne do przekazania odbiorcy mrocznej opowieści autorstwa Islandczyka Arnaldura Indriðasona, który w swojej książce W bagnie – w Polsce wydanej nakładem Wydawnictwa W.A.B., a do odsłuchu możliwej dzięki staraniom Biblioteki Akustycznej – w udany sposób połączył intrygę kryminalną z odwiecznym problemem swojej ojczyzny – małym zróżnicowaniem genetycznym, które jest przyczyną poważnych chorób dziedzicznych. Czytaj dalej

Yrsa Sigurðardóttir – Niechciani

Yrsa ścina z nóg

Niechciani, najnowsza powieść Yrsy Sigurðardóttir, należy do tych dzieł, które skutecznie wyprowadzają w pole swoimi komponentami: dwupoziomową narracją, postacią pełniącą funkcję quasi detektywa, przemycaniem wątków charakterystycznych dla horroru, a nade wszystko – zaskakującą finałową woltą, tak bardzo łamiąca tabu, że ogólny wydźwięk całości trudno ogarnąć umysłem, który może i chce zrozumieć, ale jednocześnie broni się przed przerażającą prawdą. Czytaj dalej

Agnieszka Krawczyk „Noc zimowego przesilenia”

noc zimowego przesilenia

A w Krakowie zbrodnie jak u Szekspira

Jestem przekonana, że jeżeli Agnieszka Krawczyk zdecyduje się napisać kolejną powieść utrzymaną w stylistyce Nocy zimowego przesilenia – dołączy do czołowych polskich pisarzy miejskich kryminałów retro. Jej najnowsza powieść jest dziełem pod tym względem niemal doskonałym, na dodatek zawierającym możliwie najbardziej atrakcyjne elementy czerpane z rozmaitych gatunków. Autorka żongluje w niej swoją wiedzą na temat Krakowa, czasów okupacji, historii literatury, ówczesnej mody i nazistowskich filozofii, mnożąc wątki i postacie i kreśląc je na świetnie zorganizowanej przez siebie powieściowej mapie, do której po skończonej lekturze za jakiś czas zechcemy zajrzeć po raz kolejny. Bo Noc zimowego przesilenia zawiera tak wiele smaczków, że spokojnie wystarczy ich na kilkukrotną lekturę. Czytaj dalej

Inwazja porywaczy ciał

Ach śpij, kochanie, póki klon twój nocą nie powstanie…

Ostatnio jednym z kluczy doboru oglądanych przeze mnie filmów stała się postać kanadyjskiego aktora Donalda Sutherlanda. Po przypomnieniu sobie niepokojącego Nie oglądaj się teraz (Don’t Look Now, 1973) Nicolasa Roega, w którym zagrał główną rolę, stał się moją osobistą nieszkodliwą obsesją, a każdy obraz z jego udziałem witam z wielką radością i już na starcie film ten zyskuje u mnie wielki plus. Jednak muszę przyznać, że horrorowi Inwazja porywaczy ciał[1] (Invasion of the Body Snatchers, 1978) w reżyserii Philipa Kaufmana dodatkowych punktów nie potrzeba, ponieważ mimo upływu czasu broni się doskonale. Czytaj dalej

Nie oglądaj się teraz

Mroczna Wenecja… na czerwono

Generalnie rzecz biorąc nie oglądam horrorów. Obawa przed tym, co strasznego może się wydarzyć na ekranie, skutecznie zniechęca mnie przed poznawaniem tego gatunku filmów. Tak, nie zamierzam ukrywać tego, że ogromny ze mnie tchórz jeśli idzie o widoki krwi, mordów, czy wyskakującego zza rogu zabójcy. Abym obejrzała horror, muszą zaistnieć okoliczności ku temu sprzyjające. Na przykład wiedza, że brak w nim typowych dla gatunku rozwiązań i banalnej fabuły, czy też zainteresowanie danym tytułem wynikające z wcześniej poznanej literatury. Nie oglądaj się teraz (Don’t Look Now, 1973) Nicolasa Roega poznałam właśnie dzięki temu, że spełniło powyższe warunki. A zaczęło się od pewnej czarnej książeczki…

Daphne du Maurier napisała w swoim życiu kilka całkiem niezłych powieści, a jeszcze więcej nowel. To od nich zaczęła się moja przygoda z jej twórczością. Czytaj dalej