Marcin Ciszewski „Wiatr”

Nasza zima zła

To miał być sylwester inny niż wszystkie, spędzony w surowych warunkach w schronisku na Kasprowym Wierchu, będącym mekką wszystkich szanujących się narciarzy i przepiękną wizytówką polskich Tatr. Jakub Tyszkiewicz, korzystający z urlopu policjant, wolałby wprawdzie spędzić ten wyjątkowy wieczór z żoną w łóżku, ale ulegając jej prośbom, dał się namówić na tańce na zaśnieżonej górze w gronie niekoniecznie znajomych osób. Jednak rozrywka tego typu nie jest mu pisana, ponieważ krótko po rozpoczęciu zabawy niezidentyfikowany napastnik atakuje jedną z imprezowiczek. Ponadto w międzyczasie, gdy śnieżna wichura zdąży się już rozszaleć na dobre, ktoś wjeżdża na Kasprowy kolejką linową. Kto ma odwagę robić to w czasie, kiedy wjazd ów grozi śmiercią? Czy istotnie będzie to ekipa serwisowa, jak poinformowała obsługa? Tylko jeden z uczestników przerwanej zabawy będzie miał świadomość tego, że to kłamstwo. Kto? Na te i inne pytania odpowiedzi znajdziemy w książce Marcina Ciszewskiego Wiatr. Czytaj dalej

Everest

Rest for ever

Ostatnie słowo zawsze należy do góry.

Wielkość i zarazem słabość Baltasara Kormákura są podobne do tych, które cechują M. Nighta Shyamalana. Obaj filmowcy, skuszeni obietnicami – zresztą spełnionymi – otrzymania wielkich budżetów dla swoich filmów i rozreklamowania ich szerszej publiczności, zdecydowali się porzucić swoje surowe i ambicjonalne reżyserskie wizerunki. Zatracając się w mainstreamowych produkcjach, mocno oddalili się od tego, za co widzowie pokochali ich kino. Skromność, kameralny dramat jednej, góra dwóch osób, mrok, tajemnica, trudne do przewidzenia, nietuzinkowe zachowania bohaterów były atutami filmografii obu wymienionych, które to cechy w ostatnich latach w znacznej mierze zagasiły producenckie wymagania (prawdopodobnie) i ramy wyznaczone przez kino rozrywkowe (bez wątpienia). O ile jednak Shyamalan najwyraźniej ponownie odwraca głowę w kierunku idei, które niegdyś mu przyświecały (Wizyta, jego ostatni film, to w znacznej mierze powrót do kameralnych, romansujących z gatunkiem horroru wizji hinduskiego reżysera), o tyle Kormákur najwyraźniej nie ma jeszcze dość „fabryki snów” z prawdziwego zdarzenia i ani myśli wracać do rodzimej Islandii, na której powstały najlepsze jego filmy. Dowodem na to jest jego najnowsze dzieło z aktualnym box office’em sięgającym niemal stu czterdziestu milionów dolarów[1]Everest (2015). Czytaj dalej