Remigiusz Mróz – Ekspozycja

Mróz w rytmie pop

Wszystko można udowodnić, jeśli ma się odpowiednio dużo kreatywności.

Klimatyczny projekt Mariusza Banachowicza zdobiący oprawę Ekspozycji Remigiusza Mroza igra z czytelniczymi skojarzeniami. Podświadomie zaszczepia w umyśle odbiorcy nastawienie na lekturę kryminału z niespieszną akcją osadzoną wśród zaśnieżonych górskich miejscowości. Okładka ta nie kłamie… do czasu.  Śniegi w fabule Ekspozycji odnajdziemy, a jakże, stolicę polskich Tatr również. Przez chwilę. Natomiast po czterdziestu stronach twórca zabiera odbiorcę w podróż po świecie – w sensie zarówno geograficznym, jak i polityczno-ustrojowym – w którym wszystko jest możliwe. Witajcie w Krainie Mroza, uniwersum, w którym na niespełna pięciuset stronach autor zawrze tyle atrakcji tak różnego rodzaju, że wybuch – zarówno fabularny, jak i odbiorczy – będzie tylko kwestią czasu. Czytaj dalej

Spectre

Szczwany lis, czyli James Bond na bogato

Trzy lata temu, w pięćdziesięciolecie powstania najdłuższej w historii kinematografii serii filmowej, fani Jamesa Bonda byli świadkami zatoczenia fabularnego koła opowieści o agencie 007. Utrzymany w minorowym klimacie Skyfall (2012) w reżyserii Sama Mendesa zakończył się niespodziewanie pogodnie, stając się niejako początkiem nowej-starej odsłony cyklu. Nowej w sensie podtrzymywania oficjalnie odświeżonej biografii Bonda z przesuniętą o 44 lata datą urodzenia, którą zapoczątkowała nowoczesna ekranizacja Casino Royale (2006), starej w sensie powrotu do klasycznych bondowskich korzeni – prześmiewczych i umownych. Spectre (2015), czyli „Bond nr 24”, przypuszczalnie okazał się nie lada niespodzianką nie tylko dla fanów serii, lecz także dla samego Mendesa, ponownie wybranego przez Barbarę Broccoli do wyreżyserowania przygód najbardziej kasowego produktu eksportowego Wielkiej Brytanii. Czy mógł bowiem przypuszczać, że po teatralnych spektaklach Szekspira i Czechowa przyjdzie mu doprowadzić postać popkulturowego szpiega do jego możliwie najbardziej maistreamowej i przebojowej formy? Czytaj dalej

Kryptonim U.N.C.L.E.

Dobrego W.U.J.K.A. początki

Moda na odniesienia do szpiegowskiej klasyki w wersji light trwa. Po zabójczo groteskowym Kingsmanie (Kingsman: The Secret Service, 2015) i piątej, chociaż w dalszym ciągu świeżej odsłonie, Mission: Impossible (Mission: Impossible – Rogue Nation, 2015), w tegorocznym blockbusterowo-tajniackim repertuarze kinowym do otwarcia portfeli kusi Kryptonim U.N.C.L.E. (The Man from U.N.C.L.E., 2015). Reżyserujący go Guy Ritchie wykonał zadanie niemal karkołomne, ponieważ, ponosząc box office’ową klęskę, jednocześnie obronił się sprawnym warsztatem, twórczą świadomością i indywidualizmem. Przemyciwszy wdzięczną zgrywę z zimnowojennych wyścigów o władzę, pobawiwszy się szpiegowski teatr pełen starannie zaplanowanych scen oraz wykonawszy parę zgrabnych twistów, brytyjski reżyser w niebanalny i radosny sposób przybliżył genezę tytułowej jednostki specjalnej, zapoczątkowawszy tym samym nowy cykl filmowy. Czytaj dalej

Mission: Impossible – Rogue Nation

Impossible. Mission: Impossible

Desperate times, desperate measures.
– Ethan Hunt, agent IMF

Jeden z najdłuższych w historii kinematografii cykli filmowych z tym samym aktorem w roli głównej przeznaczony dla dorosłego widza daje radę! Najnowsza odsłona Mission: Impossible (2015) to majstersztyk spod znaku szpiegowskiego kina akcji. Świadoma swoich absurdów i mająca w głębokim poważaniu prawa fizyki „piątka”, kryjąca się pod dumną nazwą Rogue Nation, pędzi na łeb na szyję, strącając po drodze agenta Hunta (Tom Criuse) i jego towarzyszy ku niechlubnej bezpaństwowości, by po serii wystrzałów, wybuchów, pościgów wspomożonych pełnymi wdzięku powtórzeniami fabularnymi, pozwolić widzowi złapać oddech dzięki stonowanej i smakowitej finalizacji całej intrygi. Czytaj dalej

Mad Max: Na drodze gniewu

Kamień milowy filmowego „rozpieprzu”

Usiądź wygodnie, wyłącz racjonalne myślenie i szeroko otwórz oczy. Spójrz na postapokaliptyczny świat wyschnięty na wiór, z nielicznymi oazami dzielącymi się z człowiekiem wodą i pożywieniem. Z człowiekiem? Tak jakby… O ile mianem tym można nazwać pokraczne dziwadło w zębatej masce, które zapładnia kolejne piękne i delikatne dziewczyny, aby po upływie wiadomego terminu rodziły podobne mu stwory. Stwory, które po jego śmierci będą tak jak on teraz trzymać pod butem resztę społeczności, a w zamian za jej bezwzględny posłuch i poniżenie – wydzielać śmiesznie małe racje wody. Jeśli, oczywiście, taka przyszłość czeka jego potomków… Przecież w pewnym momencie ktoś może nabrać odwagi, by postawić się Immortan Joemu (Hugh Keays-Byrne) i podjąć próbę wywrócenia do góry nogami możnowładczej tyranii… Czytaj dalej

Nocny pościg

Dura lex, sed lex

Najpierw zabiję twojego syna, żeby zobaczyć w twych oczach pustkę, którą dostrzegłem w oczach swojej żony i którą ty teraz widzisz w moich oczach. A dopiero potem wykończę ciebie.

(Shawn Maguire)

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że trzeci wspólny film aktorsko-reżyserskiego duetu Liam Neeson i Jaume Collet-Serra będzie banalnym obrazem akcji o twardzielach biegających ze spluwami, względnie spuszczającymi sobie solidne manta. Obowiązkowa nocna sceneria wielkiego miasta wychylająca się z plakatu, ten odwieczny kinowy symbol zła i zepsucia oraz scenariusz traktujący o winach ojców i próbach odcięcia się od korzeni synów, wzbudzały oczywiste obawy kserokopii banalnych sensacji. Jednak Nocny pościg (Run All Night, 2015) niespodziewane okazał się czymś więcej, bo wciskające w fotel sceny pościgów i wrogich starć w rozmaitych miejscach zostały w nim powiązane z dramatem, bardzo męskim w wyrazie, a zarazem pełnym niemal zawstydzającej wrażliwości. Czytaj dalej

Arno Strobel – Trakt [Audiobook]

Thriller czystej wody

Imię i nazwisko: Sybille Aurich. Wiek: 34 lata. Zamieszkała: Ratyzbona, Niemcy. Stan cywilny: mężatka. Dzieci: syn Lucas. Zawód wykonywany: doradca ubezpieczeniowy. Oto garść podstawowych informacji na temat głównej bohaterki psychothrillera Trakt autorstwa Arno Strobla. Informacji na temat osoby, którą Sybille myśli, że jest, a jednocześnie wątpi w to coraz bardziej. Brzmi jakby kobietę nękały zaczątki choroby psychicznej, wstępne stadium rozdwojenia jaźni? Możliwe. Ale zapewniam, że pani Aurich jest zdrowa na umyśle. Czytaj dalej

Godzilla

Powrót króla, czyli blockbuster z duszą

Znany na całym świecie wielki jaszczur, który wykluł się w japońskiej wytwórni Toho właśnie skończył sześćdziesiąt lat. Mimo zaawansowanego wieku, umiejscowiony na współczesnym ekranie, także tym trójwymiarowym, zachwyca i budzi respekt. To już nie przebrany w kostium gadziego potwora człowiek z piłeczkami pingpongowymi jako oczami na skórzanym łbie, lecz cud techniki. Jednocześnie, z pełnym poszanowaniem dla pierwowzoru, fizycznie przypomina swoją pierwszą odsłonę, udowadniając, że amerykańscy producenci wreszcie nauczyli się szanować godzillową tradycję. Czytaj dalej

Uprowadzona 3

taken

Heros dla idiotów

Liam Neeson z własnej woli daje się upupić, a twórcy trzeciej odsłony Uprowadzonej (Taken 3, 2014), reżyser Olivier Megaton oraz scenarzyści Luc Besson i Robert Mark Kamen, najwyraźniej robią wszystko, aby zabić mit cyklu, który zaczął się tak obiecująco. Przy najszczerszych chęciach nawet zagorzałym wielbicielom Neesona i widzom gustującym w amerykańskim kinie akcji trudno będzie spokojnie usiedzieć podczas seansu, który epatuje niestrawnymi absurdami i razi wołającym o pomstę do nieba potraktowaniem gatunku.

A wydawać by się mogło, że zawiązanie fabuły filmu Megatona to gwarancja sukcesu. Trzecia odsłona cyklu o byłym agencie rządowym Bryanie Millsie (Liam Neeson) opiera się bowiem na sprawdzonym w kinie sensacyjnym schemacie wmanewrowania niewinnej osoby w morderstwo i jej pragnieniu udowodnienia na własną rękę, wbrew złowrogo nastawionemu światu, swojej niewinności. Czytaj dalej

Gość

Not so sweet american boy

Żeby zrobić taki film jakim jest Gość (The Guest, 2014) trzeba mieć nie tylko niebywały talent i wyobraźnię, lecz także prawdziwe powołanie i głęboką filmową wiedzę. Przy czym kompetencje reżysera Adama Wingarda i scenarzysty Simona Barretta, którzy w branży zaistnieli jako bardzo młodzi twórcy, a ze sobą pracują od czterech lat, są tak wysokie, a ich pomysły pozornie tak rozwichrzone, że istnieje obawa, iż ich najnowsze dzieło nie zostanie docenione nawet w rodzimych Stanach Zjednoczonych, z których kinematografii Gość tak bogato czerpie. Bo chociaż z jednej strony trudno nazwać ich najnowszą produkcję filmem trudnym czy ambitnym, tak jego forma, igranie z konwencjami i intertekstualność są szalenie bogate i trudno po jednym seansie całą tę obfitość wychwycić, a co dopiero zrozumieć.

Gościa charakteryzuje także pewna niewdzięczna właściwość, która utrudnia pracę recenzencką, mianowicie najlepiej pisać o nim skąpo i ogólnikowo, ponieważ już niewielka doza informacji może zepsuć niespodziankę potencjalnemu widzowi. Czytaj dalej