Marian Kowalski – Mroczne dziedzictwo

Nie tylko szkiełko i oko, czyli o tym, jak Marian Kowalski pożarł mój obiektywizm

Od czasu do czasu zdarza się takie dzieło, o którym racjonalne zdanie wyrobić sobie jest nie lada wyzwaniem. Emocje podpowiadają odbiorcy jedno, rozum – drugie. Z jednej strony jest dane dzieło kluczem do naszej wrażliwości, kulturalnych gustów, fabularnych zainteresowań, z drugiej – mamy świadomość, że autorowi, temu człowiekowi, który właśnie pożarł nasze serce, nie wszystko wyszło tak, jak powinno, że w swoim projekcie okazał się niekonsekwentny, momentami nieudolny. Że, mówiąc kolokwialnie, coś tu nie pykło. Takie właśnie sprzeczne myśli mnie nachodzą, gdy myślę o Mrocznym dziedzictwie Mariana Kowalskiego, książce łączącej w sobie romans, powieść obyczajową, kryminał, horror gotycki, legendy i ludowe podania oraz sporą dozę encyklopedycznej wiedzy historycznej. Czytaj dalej

Most szpiegów

Stojący człowiek

Duet reżysersko-aktorski Spielberg – Hanks obiecuje wiele już samym sąsiedztwem nazwisk. Wystarczy przypomnieć sobie dokonania obu artystów, przyłożenie rąk do licznych filmowych kamieni milowych oraz ilość zebranych przez nich nagród, by poczuć respekt i nastawić się na solidną kinową produkcję. A gdy dodać do tych nazwisk historię z czasów zimnej wojny opartą na faktach i na autentycznej postaci kreowanej na everymana, która, wierna swoim ideałom i odruchom ludzkiego serca, wspina się na wyżyny heroizmu – możemy już wyobrazić sobie konkretną filmową wizję. Stajemy w kolejce i kupujemy bilet z określonym nastawieniem, przekraczamy drzwi kinowej sali, oczekując gry na naszych emocjach i spojrzenia w oczy bohaterowi, którego można bez skrępowania podziwiać. Most szpiegów (Bridge of Spies, 2015), najnowszy film zaprawionego w bojach o serca widzów wspomnianego duetu filmowych ikon, daje to wszystko, spełniając oczekiwania świadomego tej stylistyki widza w stu procentach. Ni mniej, ni więcej, ze wszystkimi zaletami i wadami, jakich można się po tego typu produkcjach spodziewać. Czytaj dalej

Remigiusz Mróz – Ekspozycja

Mróz w rytmie pop

Wszystko można udowodnić, jeśli ma się odpowiednio dużo kreatywności.

Klimatyczny projekt Mariusza Banachowicza zdobiący oprawę Ekspozycji Remigiusza Mroza igra z czytelniczymi skojarzeniami. Podświadomie zaszczepia w umyśle odbiorcy nastawienie na lekturę kryminału z niespieszną akcją osadzoną wśród zaśnieżonych górskich miejscowości. Okładka ta nie kłamie… do czasu.  Śniegi w fabule Ekspozycji odnajdziemy, a jakże, stolicę polskich Tatr również. Przez chwilę. Natomiast po czterdziestu stronach twórca zabiera odbiorcę w podróż po świecie – w sensie zarówno geograficznym, jak i polityczno-ustrojowym – w którym wszystko jest możliwe. Witajcie w Krainie Mroza, uniwersum, w którym na niespełna pięciuset stronach autor zawrze tyle atrakcji tak różnego rodzaju, że wybuch – zarówno fabularny, jak i odbiorczy – będzie tylko kwestią czasu. Czytaj dalej

Ryszard Ćwirlej – Jedyne wyjście

W krainie sokiem z buraka płynącej

Czasy są zawsze dobre, ale czasem ino warunki niesprzyjające.
– chorąży Teofil Olkiewicz

Ryszard Ćwirlej jest pisarzem, który stworzył w Polsce nowy podgatunek powieści kryminalnej – kryminał neomilicyjny. Ustanawiając głównymi bohaterami swoich książek poznańskich milicjantów epoki późnego PRL-u, napisał cykl straszno-śmiesznych opowieści rozgrywających się w straszno-śmiesznych czasach. Cykl opowieści, co należy podkreślić, z sentymentem, swadą i przaśnym humorem opisujących owe siermiężne czasy oraz Polaków, którzy musieli jakoś sobie radzić w tej dziwacznej krainie octu, Peweksów i mięsa spod lady; fabuł, w których tło oraz wszystkie absurdy i śmieszności życia codziennego są nie mniej ważne, niż kryminalna intryga, nieważne, czy dosłownie lecą głowy (Upiory spacerują nad Wartą), czy też muzyczny festiwal nawiedza morderczy „młotkowy” (Mocne uderzenie). Jednak Ćwirlej, nazywany przez co poniektórych – w tym przez niżej podpisaną  –  Stanisławem Bareją literatury, wybił się nie tylko milicyjną wizją PRL-u, lecz także indywidualnym stylem, na który składa się nierzadko nieprzyzwoicie wręcz naturalny język dialogów (włącznie z przeklinaniem, gwarą, powtórzeniami czy jąkaniem), trzecioosobowa narracja filtrowana przez umysłowość poszczególnych postaci oraz rozbudowane opowieści dotyczące drugo- i trzecioplanowych bohaterów, tworzące swojego rodzaju małe opowieści w głównej fabule. Czy zatem czytelnicy świadomi pisarskiego indywidualizmu Ćwirleja winni się byli obawiać, że autor nie poradzi sobie, porzucając lata 80. ubiegłego wieku na rzecz literackiej współczesności? Oczywiście – nie. A czy mogli mieć nadzieję na nową pisarską jakość i krok naprzód w karierze twórcy, który dotąd pozostawał w bezpiecznych granicach neomilicyjnego cyklu? Tak, jak najbardziej. Czy zatem Ćwirlej swoją współczesną powieścią Jedyne wyjście sprostał oczekiwaniom? Odpowiedź na to pytanie jest cokolwiek problematyczna. Czytaj dalej