Upadek. Sezon I i II

Woman subject. Man object.

Trudno się dziwić sukcesowi, jaki osiągnął brytyjski serial Upadek (The Fall, 2013-) według pomysłu Allana Cubitta. Produkcja ta, mimo obecnych w scenariuszu licznych błędów logicznych i widocznych jak na dłoni absurdów, pod wieloma względami igra z oczekiwaniami widza oraz uwodzi spokojnym, ale naelektryzowanym emocjami postaci rytmem narracji, a na dodatek przemyca zawoalowane irlandzkie i brytyjskie bolączki historyczno-społeczne.

Belfast, stolica Irlandii Północnej, współcześnie. W celu zbadania ewentualnych niedociągnięć w śledztwie w sprawie morderstwa synowej szefa policji, z Londynu przybywa nadinspektor wydziału dochodzeniowo-śledczego Stella Gibson (Gillian Anderson). Policjantka dość szybko ustala, że zbrodnia jest najprawdopodobniej dziełem seryjnego zabójcy, który ani nie jest pod tym względem debiutantem, ani nie zamierza na tym skończyć. Nie myli się, Paul Spector (Jamie Dornan) już zdążył odwiedzić domostwo przyszłej ofiary podczas jej nieobecności, rozejrzeć się w układzie pomieszczeń, podebrać kilka sztuk bielizny i zostawić osobliwy znak, skutecznie kobietę po powrocie do domu przeraziwszy. Kobietę podobną wiekiem, wyglądem i statusem społecznym do zamordowanej, której sprawa sprowadziła Stellę do Belfastu…

Jeżeli ktoś z czytających powyższe wprowadzenie ma ochotę mnie przekląć za tak zwane spoilery, chcę go zawczasu uprzedzić, że w sensie fabularnym zdradziłam tyle, co nic. Fenomen narracyjny Upadku na tym bowiem polega, że widz od początku zna twarz mordercy, widzi wszystkie jego poczynania, a nawet domyśla się, kogo mężczyzna w najbliższym czasie zaatakuje… Twórcy – drugim, obok Cubitta, reżyserem jest Jakob Verbruggen – za pomocą perfekcyjnie zmontowanych sekwencji równoległych, z nieprzyzwoitą wręcz regularnością naprzemiennie ukazują sceny śledzące działania – dość często bliźniacze – nadinspektor oraz mordercy, łamiąc podstawowy schemat kryminalny i podając widzowi na talerzu wszystkie dane dotyczące zbrodniczej strony. Krótko mówiąc: tajemnica w sensie kryminalnym w The Fall równa jest zeru. Co nie zmienia faktu, że widz przez bite dwa sezony pozostaje ciemny jak tabaka w rogu. Kapitalny pomysł na Upadek zasadza się bowiem nie na rozwinięciu fabuły w stylu whodunit (kryminału skupiającego się wokół procedur umożliwiających zaistnienie odpowiedzi na pytanie „kto zabił?”), ale na zaskakujących zwrotach w działaniu bohaterów, na ich nieoczywistości, wielowymiarowości i wzajemnym, bardzo intensywnym, na siebie oddziaływaniu.

Niektóre wypowiedzi Stelli (Gillian Anderson) już zdążyły się wpisać w złote ramy historii produkcji telewizyjnych

Niektóre wypowiedzi Stelli (Gillian Anderson) już zdążyły się wpisać w złote ramy historii produkcji telewizyjnych / Źródło: Netflix, You Fancy Me Mad

Jak łatwo się domyślić, najsilniej oddziałują na siebie Stella i Paul, będący przeciwnymi sobie siłami katalizującymi wydarzenia. Co ciekawe, nie są oni jednoznacznymi przedstawicielami dobra i zła. Najlepiej obrazuje to ich emocjonalność, zwłaszcza ta obecna w pierwszym sezonie serialu. Gibson jest przepisową zimną suką, którą mierzi mężczyzna telefonujący do niej po wspólnie spędzonej nocy. Spotykane osoby trzyma na dystans, nierzadko częstując je bezpardonowymi odzywkami. Współpracowników traktuje chłodno, kalkulując w myślach ich przydatność, a w przypadku personelu płci brzydkiej – także atrakcyjność erotyczną. Spector z kolei jest mężczyzną czułym i rodzinnym, wiernym mężem niezbyt atrakcyjnej żony (Bronagh Waugh), cierpliwym ojcem niekoniecznie łatwych w wychowaniu dzieci (córka miewa absorbujące domowników stany lękowe), pełnym empatii terapeutą, który mocno angażuje się w sprawy swoich podopiecznych. Krótko mówiąc, jest ostatnią osobą, której można by przyszyć łatkę mordercy. A jednak…

Cubitt, igrając z kryminalnymi schematami, odwraca o 180 stopni kulturowe naleciałości, przedstawiając stróża prawa, którego zadaniem jest naprawa fabularnego świata, jako mniej uduchowionego i empatycznego od zbrodniarza, który jego [świata] status quo zachwiał. A przynajmniej takie odbiorca otrzymuje fakty. Bo w przypadku The Fall fakty niekoniecznie są równe prawdzie, a kolejne odcinki stopniowo, na podobieństwo co i rusz zmieniającej położenie koronkowej przesłony, będą dopełniać charakterologiczne sylwetki postaci i emocjonalne układy pomiędzy nimi. Jak już wspomniałam, z oczywistych względów scenariusz skupia się w znacznej mierze na układzie Gibson – Spector, jednak równie interesująco, chociaż w mniej wypracowany – z racji krótszego czasu ekranowego im poświęconego – sposób, będą się przedstawiać stosunki Stelli i Paula z licznymi bohaterami drugoplanowymi (np. Stella – patolog Smith (Archie Panjabi), Paul – jego żona), także przecież niejednowymiarowymi i nierzadko determinującymi działania protagonistów.

Upadek jako układy i kontry pomiędzy poszczególnymi postaciami sprawdza się wybornie, nie gorzej jednak zaistniała w nim rywalizacja między tym, co w kryminale typowe, a tym, co bezpardonowo łamie przyzwyczajenia widza. Wspomnianemu zachwianiu pożądanych charakterów u przedstawicieli dobra i zła oraz uczynieniu z mordercy figury o zaskakująco pozytywnych odcieniach, scenariusz przeciwstawia takie schematy jak morderstwa na kobietach na tle seksualnym, swoistą pacyfikację atrakcyjnych i niezależnych pań przez nie do końca czującego się docenionym społecznie mężczyznę-utajonego mizogina, kobiecą nagość i upozowanie jej po śmierci zgodnie z męskimi potrzebami, ergo: sprowadzenie do roli ładnego przedmiotu… Cubitt nie wysila także wyobraźni jeśli idzie o rodzaj zadawanej ofiarom śmierci, pozostając wiernym staremu, dobremu Hitchcockowi i jego klasycznym dziś filmom, jak chociażby Szał (Frenzy, 1972), z którym zresztą Upadek mocno flirtuje w sensie znaczeniowym.

Paul (Jamie Dornan) za dnia jest idealnym mężem, ojcem, zięciem, a nocą – bezlitosnym mordercą / Fot. materiały prasowe

Paul (Jamie Dornan) za dnia jest idealnym mężem, ojcem, zięciem, a nocą – bezlitosnym mordercą / Fot. materiały prasowe

Zresztą, na przestrzeni dwóch sezonów, The Fall flirtów prowadzi kilka, że pozwolę sobie wspomnieć o jeszcze do niedawna powszechnych przybytkach, jakie funkcjonowały na Wyspach, czyli aprobowanych przez Wielką Brytanię i Irlandię katolickich obozach pracy dla kobiet „podejrzanych” obyczajowo i społecznie (zgwałconych, posiadających nieślubne dziecko, chorych psychicznie, świadomych swojej seksualności etc.), do których to kobiet niejako odnoszą się ofiary – nowoczesne, świadome swojej wartości, atrakcyjne dziewczyny, na które z punktu widzenia patriarchalnego środowiska (jego symbol to dość swobodnie poczynająca sobie grupa drobnych gangsterów, na której czele stoi znęcający się nad żoną, a kreowany przez Briana Milligana, James) jeszcze nie nadeszła pora, a najlepiej jakby nie nadeszła nigdy. Na tle tak wstydliwej historii, w kraju o tak mocnych mizoginistycznych korzeniach – śmiała, seksowna, używająca mężczyzny niczym dildo (zresztą, ów narzędzie rozkoszy również w kadrze się pojawi przy okazji innej „nieobyczajnej” niewiasty, „ukaranej” przez Spectora w najbardziej ostateczny sposób) i spełniona zawodowo nadinspektor Gibson jest oczywistą persona non grata, postacią burzącą spokój męskiego świata belfaskich policjantów, który scala dowodzący oddziałem Jim Burns (John Lynch), przysłowiowy prostaczek Boży o twarzy poczciwca i zarazem bardzo zachowawczy glina. Kto z tej dwójki wpadnie na trop mordercy jest sprawą oczywistą.

Co ciekawe, scenariusz Cubitta, obfity w świetne, nierzadko pieprzne (ach, ta Stella!) dialogi, nie pozwalające na chwilę znudzenia psychologiczne i psychotyczne zagrywki oraz najbardziej chyba fascynujący w popkulturze rodzaj łamania tabu, czyli skontrowanie dziecięcej niewinności ze złem, jakie czyni dorosły (dziecko obserwatorem grzechu dorosłego, dziecięcy pokój jako skrytka dla dowodów na zbrodnię etc.), pełen jest niedociągnięć i absurdów. Tyczą się one zarówno rażącej nieostrożności zbrodniarza (miażdżące dowody trzyma we własnym mieszkaniu) oraz policyjnej pracy (początkowe szukanie jakichkolwiek dowodów, następnie zwlekanie z aresztowaniem), jak i budowania istotnej dla fabuły relacji Spectora z zapatrzoną w niego nastoletnią Katie (Aisling Franciosi), której uproszczenia momentami wołają o pomstę do nieba.

Powyższe niedostatki znacznie obniżają jakość The Fall, co nie zmienia faktu, że ani na chwilę nie pomniejszają jego klasy, na którą składają się nieco senny klimat, który można ciąć nożem, symboliczne ukazanie bolączek brytyjskiego społeczeństwa, nieustająca psychologiczna rywalizacja pomiędzy postaciami i kapitalnie wygrani przez Anderson i Dornana protagoniści, oboje równie fascynujący. Telewizja BBC Northern Ireland wyprodukowała nietuzinkowy serial, a zakończenie drugiej serii świadczy o planowanej kontynuacji. Trudno się temu dziwić. Napięcie jakie zaistniało między Stellą a Paulem na przestrzeni dwóch sezonów ma doprawdy ogromny potencjał.

7/10

Paulina Stoparek

Zrecenzowano w ramach Projektu


Upadek, 2013, 2014, prod. Wielka Brytania, reż.: Allan Cubitt, Jakob Verbruggen, scen. Allan Cubitt, wyst.: Gillian Anderson, Jamie Dornan, John Lynch i in.

Advertisements

One thought on “Upadek. Sezon I i II

  1. Tekst rewelacyjny, bardzo dobrze się czytało. Serial również uważam za rewelkę 🙂 Muszę się zgodzić z większością wymienionych wad i zalet – i dla mnie potęgą serii jest namacalne napięcie i ta gęsta atmosfera, jak również korelacja między główną protagonistką i naszym (fenomenalnym) antagoniście – i te elementy wynagradzaja wspomniane błędy i niedociągnięcia. Również irytowała mnie ta nieco niewiarygodna i naiwna fascynacja nastolatki Paulem i jego względem niej słabość – czy może próba dominacji? – temat tak po macoszemu prowadzony, że aż kontrastuje niedoróbstwem z resztą wątków. Przy tak genialnym mordercy, na jakiego kreowany jest Spector, nie powinno być miejsca na spotkania w małym hotelu, w którym recepcjonista jest w stanie zapamiętać każdego, ani w ogóle na to, by morderca miał z gówniarą jakiekolwiek stosunki. Nie przekonują mnie te gierki, zwłaszcza w porównaniu z grą główną. Szalenie intrygujący morderca swoją drogą. A Stella jest cudowną żyletką, babeczką z klasą i pazurem, o cudownej powierzchowności i jeszcze lepszym, frapującym wnętrzu. Fajnie prowadzona postać; zawsze lubiłam Anderson, ale teraz ją wręcz ubóstwiam. Serial oceniłabym odrobinę wyżej, niż Ty, i niecierpliwie czekam na kolejny sezon. Bardzo ciekawi mnie jak to się skończy i żałuję, że nie jest to na podstawie książki (mogłabym sobie umilić czekanie na film).

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s